środa, 20 października 2010

Teatr Capitol i "Jaś i Małgosia"

Pobudka o 6:00 wcale nie była wczesną pobudką a i tak miałam problem z wyszykowaniem się na czas. O 7:15 musiałyśmy z Leną wyjść z domu by dotrzeć na 7:30 do przedszkola. Udało się, w małym pośpiechu z mojej strony, ale się udało. To nic, że kawę wypiłam zimną po powrocie do domu, a zimnego i suchego tosta jadłam po drodze. Zimno było brrrrr. Zima idzie?
Lena na śniadanie zjadła 2 suche tosty, popiła wodą. Co i tak nie uchroniło jej przed wymiotami.

Jechaliśmy 1,5 godziny. Dla porównania ten sam odcinek drogi, tyle że spowrotem w okolicach godziny 12:00 pokonaliśmy w pół godziny. Ach te korki, wieczne korki.

Lena w autokarze wymiotowała 4 razy, z tym że ostatni raz to było już tylko wyrywanie śliny. Męczyła się jednak strasznie. Ostatecznie leżała z głową na moich kolanach, a i tak była skonana.

Przedstawienie rewelacyjne. Siedzieliśmy w dwóch pierwszych rzędach. Wszystkie przedszkolaki były super grzeczne. Lena świetnie odnajdywała się w grupie i mimo obecności mamy, szukała kontaktu ze swoimi koleżankami z przedszkola.80 minut przedstawienia bez przerwy, wydawało się karkołomnym przedsięwzięciem, ale dzieci dzielnie wytrzymały :)

Lena lubi chodzić do teatru. Pierwszy raz byliśmy w Teatrze Lalka na przedstawieniu "Tygryski". Lena miała wówczas dwa lata i trzy miesiące. I też siedziała zafascynowana. Na jesieni 2009 roku zaczęliśmy regularnie chodzić na przedstawienia do miejscowego Ośrodka Kultury. W tym roku byliśmy dopiero raz, ale wybieramy się w najbliższą niedzielę na "Ferdynanda Wspaniałego". Tylko czy Iwo wytrzyma, bo ostatnio miał duże problemy z usiedzeniem na miejscu :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza