czwartek, 25 listopada 2010

Humory

Dzieci potrafią doprowadzić do łez. Łez rozpaczy, łez radości, łez wzruszenia.

Lena jest pierwsza do doprowadzania mnie do łez rozpaczy.
Czasami nie potrafię zareagować, znaleźć odpowiedniego słowa.

"Nie lubię Iwcia, nie będę się z nim bawić, nigdy"

I Iwo biegnący za Leną i wołający po swojemu "Nenuś".

Łzy w moich oczach. On wpatrzony w siostrę jak w obrazek, zakochany młodszy brat. Ona naburmuszona starsza siostra, która w złości potrafi powiedzieć zasłyszane w przedszkolu słowa "nie będę się z Tobą bawić, gówniarzu" a za chwilę "zabiję Cię".

Jejku, dzieci, ja wiem że nie musicie się kochać, ale jak nauczyć Was szacunku dla siebie nawzajem, jak sprawić byście się chociaż lubili, żebyście trzymali sztamę, żebyście czuli że siła tkwi w posiadaniu brata/siostry.

Taki widok rozbraja


Tylko tak bardzo rzadko ma miejsce. I zauważam pewną prawidłowość - Lena w przedszkolu grzeczniutka wraca do domu i jest wulkanem agresji, naładowana złymi emocjami. Wściekła, wrzeszcząca, bijąca (ostatnio nawet mnie próbuje uderzyć). Wierzę, ale muszę jeszcze sprawdzić, że po przeprowadzce, kiedy będzie moment, że Lena do przedszkola nie będzie chodziła, tych złych emocji będzie w niej mniej.
I częściej będzie się uśmiechała, nawet jeśli trochę sztucznie:



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza