sobota, 17 października 2009

idą święta

Jakoś tak padający śnieg nastroił mnie świątecznie...
Zastanawiam się nad prezentami, choinką, bombkami i pierogami z kapustą.

T wrócił w czwartek w nocy. Jak miło.
W piątek od rana dawała tak czadu, bo tatuś jest więc płaczem więcej jest w stanie zdziałać niż jak tatusia brak. Więc od rana wycie. Potem się to jakoś uspokoiło i popołudniu było możliwie. A wieczorem było fajnie :)
Na obiad była zupa ogórkowa i nie wiem co się stało, ale Lena nie chciała jeść kolacji a w nocy zwymiotowała chyba też tę zupę, bo były kawałki tartego ogórka. Była też rzadka kupa w pieluszce. No i co to było? Nie przyjęła się zupa? Zaszkodziła śmietana zamiast jogurtu? A może to jakaś grypa żołądkowa... mam nadzieję, że jednak nie.

Teraz Iwo śpi, Lena ogląda bajki... a ja mam sobotę.
T pojechał na Bartycką szukać klosika do halogenu. W zeszłą sobotę chciał to lepiej osadzić, stracił równowagę i klosik spadł na podłogę. Rozbił się w drobny mak. Ciekawe czy znajdzie identyczny... czy będziemy musieli całe 6 wymieniać.

Oj, martwię się by mi się dzieci nie pochorowały, by to był jednorazowy incydent a nie jakiś rota wirus.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza