Młodzi duchem jesteśmy, mimo upływającego czasu.
Świętowanie urodzin jest przyjemne, choć dziwnie się człowiek czuje, gdy nagle zmienia się z trzydziestoparolatka na czterdziestolatka. Kiedyś "czterdziestolatek" wydawał mi się .... hmmm... wiekowym panem by nie nazwać tego inaczej... Dziś czterdziestolatek do fajny facet, młody tata moich dzieci, niesamowity człowiek z którym przyszło mi dzielić życie.
O 9:30 przyjechali moi rodzice z tortem, z zaskoczenia więc niektórzy byli jeszcze w mało wyjściowych strojach :) Ale było dmuchanie świeczek...
A ok. 10:00 zaskoczył nas dzwonek domofonu przy furtce. Okazało się, że za pomocą Poczty Kwiatowej przyjechał wraz z życzeniami przepiękny bukiet kwiatów od Mamy T.
Cały dzień spędziliśmy bez dzieci, na wychodnym. Było fajnie, było inaczej choć jakimś dziwnym trafem dużo rozmów dryfowało w kierunku Maluchów.
Wieczorem wylądowaliśmy w Teatrze Powszechnym na sztuce "Espresso". Mnie się podobało, choć sztuka do łatwych nie należała. T był rozczarowany. Ja uważam, że mimo wszystko warto się wybrać. Mnie totalnie rozbiła wewnętrznie, trzy razy byłam bliska łez, by ostatecznie rozpłakać się z byle powodu w aucie w drodze powrotnej.
I niech się nikt nie pyta "dlaczego", bo powiem szczerze, że sama tego nie wiem :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz